Listopad potrafi być szary, ale wystarczy wyjść w teren, żeby zobaczyć go w zupełnie innym wydaniu.
Tak było podczas Listopadowego Rajdu Pieszego w Szczebrzeszynie organizowanego przez UKS Azymut Siedliska.
Ponad 50 osób — dzieci, młodzież, dorośli — ruszyło przez lasy i wąwozy Szczebrzeszyna, które znamy od lat, a które i tak za każdym razem potrafią zaskoczyć.
A to wszystko praktycznie obok nas — 9 km od Hytte na Wyspie.
Start rajdu pieszego w Szczebrzeszynie – chwilowe zatrzymanie
Rajd rozpoczął się w Szczebrzeszynie, przy pomniku bohaterów Armii Krajowej.
Uczestnicy zapalili znicze, a organizatorzy opowiedzieli krótko o Tadeuszu Kuncewiczu „Podkowie” – jednej z ważnych postaci związanych z lokalnym ruchem oporu.
Kilka zdań, które przypomniały, że te lasy mają swoją historię i są częścią trasy rajdu pieszego Szczebrzeszyn.
Kawęczyn – ostre wejście i las na trasie rajdu
Część terenowa rajdu pieszego ruszyła w Kawęczynie. Już na początku — mocne podejście, które rozgrzało każdego szybciej niż herbata w termosie.
Potem było już tylko lepiej.
Las najpierw ściszył się jakby specjalnie, potem otwierał kolejne fragmenty ścieżki, aż w końcu doprowadził do jednego z bunkrów partyzanckich ukrytych w Łukaszowcu.
To miejsce nie wymaga żadnych opisów — samo działa na wyobraźnię.
Jesienne wąwozy Szczebrzeszyna i spokój, którego człowiek potrzebuje
Dalsza trasa w kierunku Kawęczynka to już czysta przyjemność: wąwozy, kolorowe liście, szerokie pola.
Listopad ma swój klimat — prosty, cichy, trochę surowy — i dokładnie taki był ten odcinek rajdu pieszego Szczebrzeszyn.
I co ważne:
dokładnie takie widoki macie 9 km od Hytty.
A same wąwozy?
Warto o nich wspomnieć, bo w przeciwieństwie do tych z Kazimierza Dolnego — o których słyszał już chyba każdy — tutejsze są spokojniejsze, mniej znane.
Zero tłumów, zero kolejek do zdjęcia, zero przepychania się na ścieżce.
To miejsca, które zna głównie lokalna społeczność — i może właśnie dlatego mają w sobie coś wyjątkowego.
Jeśli ktoś pyta, co robić w okolicy — odpowiedź jest prosta:
pójść w te wąwozy.
Bo choć nie mają marketingu jak Kazimierz, to mają inny atut — autentyczność i ciszę, której często szukamy.
Mała rywalizacja na koniec rajdu
Na mecie czekał konkurs krajoznawczy.
Fajna, luźna zabawa, która pokazała, że ludzie nie tylko chodzą, ale naprawdę znają te tereny.
Kilka nagród, trochę śmiechu — idealne zakończenie listopadowego rajdu pieszego w Szczebrzeszynie.
Dlaczego o tym piszemy na blogu Hytty?
Bo to jest dokładnie to, co lubimy: natura, ruch i miejsca, które mają swoją historię.
A przede wszystkim — wszystko to jest tak blisko, że można tam wyskoczyć nawet między kawą a obiadem.
Chcesz poznać organizatorów? Zajrzyj tu:
👉 UKS Azymut Siedliska










